piątek, 17 października 2014

profilaktyka, szybkowar i nowa torba

To pierwsza taka jesień, pierwszy taki październik, kiedy różowa wstążka zaczęła mieć dla mnie znaczenie, zaczęła być przeze mnie zauważana...

ostatnie 2 tygodnie miałam "wycięte z życia", zbiegło się to ze śmiercią drobnej polskiej aktorki, matki tak jak ja 3jki dzieci...

obserwowałam to co działo się na fb
a wcześniej trafiłam na historie młodych kobiet, mam, które przegrały walkę...
skumulowało się...

nie, nie dlatego  że inni...

tylko że jak badasz się niewiele ponad 3 raz w życiu sama (kiedyś badał cię lekarz -bo go o to poprosiłaś, ale mało chętnie, bo nie te gabinet nie ta godzina) i wyczuwasz coś pod palacami....to czas staje w miejscu

a potem potok, lawina myśli nie daje ci żyć przez najbliższe kilka dni,
i dowiadujesz się że ta symaptyczna, pełna ciepła kobieta którą znasz od niedawna jest po chemii i radioterapii i wygrała ... a druga żyje z niezłośliwym od kilku lat...

puszczam dzieciom płytę  Lasów Państwowych "WIELKIE KONCERTY POLSKIEJ PRZYRODY 2" 
i relaksuje się przy zapachu cistek wydobywającym się z piekarnika...

kiedy dociera do ciebie że w jednej chwili może tego nie być
tych wszystkich detali,
uśmiechów,
poranków, 
leniwych wieczorów,
układania puzzli...

naciąga się we mnie struna, boleśnie rozrywa coś w środku...

bo wiadomo nie tylko rak nas "eliminuje"...ale jednak...

więc zdecydowałam  że chce być kilka kroków przed... że nie chce mieć tego czasu za mało
by wygrać
zawalczyć
o to co najcenniejsze... 

jestem już po pierwszym usg... i jest wielka ulga

 A w międzyczasie uspokajałam się szyjąc torbę ze ...spodni.
Oto efekty :














Szybkowar do którego można wrzucić masę warzyw, ziemniaków, przypraw i mięsa to super sprawa w chłodne, wietrzne wieczory :)
Katar jest ale apetyt jakby większy :D


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz