piątek, 20 września 2013

pasztet

czasami z życia może zrobić się pasztet, domowy, pyszny, zdrowy aromatyczny albo instatnt chemiczny, dziwnie smakujący, niezdrowy, ze składników niewiadomego pochodzenia

ostatnio widzę ze zdwojona wrażliwością że wszystko zależy od wielu bardzo małych decyzji

kołyszę się już z wielkim brzuchem a tu jeszcze 3 miesiace zostaly, kregoslup zaczyna siadac, mam trudnosci z zawiazywaniem butow a potomstwo za codzienny sport obralo sobie siłowe utarczki, do łezz, bólu i ich małej złości...

ale kiedy w zabawie oboje zatrybia ..pieknie sie ze sobą komunikując, w zafascynowaniu daną rzeczą z radością i rozczuleniem im sie przyglądam.... są takim niesamowitym darem

dzisiaj stałam się uwijajacą się przy różnych posługach biblijna Martą, zirytowaną za wypadniecie z obiegu, płynnosci wykonywania zadan, zapewniłam sobie nie zapisujac porzadku dzialan...i teraz czasu na wszystko za duzo to za chwile za malo...

nieoczekiwane drażni bo tak mało jestem "u siebie" a to co powinno być codziennościa, budowaniem na skale dopiero zaczyna być....
a tak bardzo potrzebuje czasu na kolanach u stóp Boga, w skupieniu(!!!), zachłyśnięcia się nowym poznaniem Tego na razie tutaj do końca Niepoznanego...

mimo zmęczenia, uwierania rzeczywistosci, nieustannego pośpiechu..

małe decyzje, malutkie....

czwartek, 12 września 2013

listonosz

K. z rekami oblepionymi glina. Wpatruje sie we mnie po uslyszeniu dzwonka od domofonu.
-Kto to? kto to ? Tatus?
-nie nie Tatus
odpowiadam
-a kto?
drazy dalej
-pan listonosz
-Pan Bog?
usmiecham sie
-nie
ale mysle ze naprawde fajnie byloby mu otwierac drzwi. spedzac z nim czas. w swoim wlasnym domu. przygladac sie jego oczom, sylwetce a pozniej wszystkiego tego nie zauwazac, bo z wyjatkowymi osobami spedzany czas, to czas patrzony wewnatrz, w sam srodek, w samo sedno, duszy i ducha...
-to tylko pan listonosz....