środa, 13 marca 2013

jeszcze nie nadejszła...

dopada mnie syndrom rozpędzenia...
załatwianie tysiąca pięciuset spraw naraz...dopóki dzieci nie nabiorą samodzielności...
kilkanaście lat gdzie będzie wszystkiego przybywać
wychodzę rano z psem i dopada mnie zimno...dotyka szybko i wcale nie czule...
wracam na poranną kawę i znowu wychodzę...
minę mam nie tęgą

i zastanawiam się jak złamać "ogólną" szarość...
kolorami, odpowiednim nastawieniem, nabieraniem mądrości , determinacją do robienia rzeczy dobrych...

2 komentarze:

  1. zdecydowanie + zapachy, i chwile dystansu...jak np oglądanie z dziećmi Epoki Lodowcowej ;-)

    OdpowiedzUsuń