piątek, 11 stycznia 2013

naleśniki

Smażę mojej córeczce Kasi Noemi naleśniki i myślę o tym, że patrząc na to wszystko naokoło mnie nie powinnam być taka spokojna tylko po ludzku przygnieciona...a gdzie tam, Bóg jest naprawdę dobry...i tej radości we mnie też jakby ponad miarę :) Kasik zdrowieje a ja ją tulę głaszczę ukochuję i objaśniam świat...cudna jest wyjątkowa! niesamowity dar!

No a jak przebrniemy przez to przeziębienie to czekają nas sanki (oby było biało). Pięknie dzisiaj śnieg padał. Tak na grubo. 

 

2 komentarze:

  1. czy to Liburnia? tez tam mieszkałam, w siedmioklatkowcu. szkoda,że takiej kreatywnej ciekawej duszy nie spotkałam przed wyjazdem, tu bardzo doskwiera mi brak kolezanek :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak Liburnia :D Okno z widokiem na szkołę :) Super miejsce jeżeli się jeszcze "auta" nie dorobiło a ma się dzieci. Wszędzie blisko :)))

    OdpowiedzUsuń